Trwa kampania wyborcza do Sejmu. Tysiące ludzi partyjnych i
bezpartyjnych twierdzi, że nadaje się do stanowienia prawa, którym
będzie posługiwało się w codziennym życiu, miliony Polaków. Ciekawe czy
ci wszyscy nasi rodacy, pamiętają o tej podstawowej pracy, którą będą
mieli do wykonania za pieniądze podatnika. Masa bubli prawnych, ciągłe
nowelizacje, czasami dwie ustawy regulujące te same problemy, ale przy
konieczności zagłębienia się w szczegóły, często sprawy trzeba kierować
do sądów, by ustalić kto ma rację. Tak więc stanowienie prawa zamiast
ułatwiać, utrudnia życie. Wniosek stąd prosty: "jak nie potrafisz nie
pchaj się na afisz". Najczęściej, niestety, treścią tego przysłowia, nie
przejmują się potencjalni kandydaci na polityków. Kasa, splendory,
popularność, "parcie na szkło", możliwość "ustawienia się" na dłużej", a
nie profesjonalna służba określonej sprawie, to zasadniczy powód
kandydowania na posła, senatora, radnego. Oczywiście są wspaniali ludzie
oddani swej pracy i chwała im za to. Przecież rzeczywiście Polska się
buduje i zmienia na lepsze. O co więc chodzi może ktoś zapytać? Chodzi o
debatę. Wydaje się, że nic nowego, a jednak. Wojna o rozmowę między
przywódcami partii, czy głównymi szefami ministerstw ciągle trwa. Małe
są szanse, aby do poważnych rozmów w ciągu miesiąca doszło. Tymczasem o
edukacji, rolnictwie, o prawach dziecka, o prawach obywatelskich, o
funkcjonowaniu sądów, o ochronie środowiska, o systemie sportu
polskiego, o turystyce, o rekreacji i promocji zdrowia bez operacji i
lekarstw, o kulturze można mówić, debatować przed wyborami bez udziału
D. Tuska i J. Kaczyńskiego. Ludzie dziś zawodowo związani z wymienionymi
i nie określonymi wyżej dziedzinami życia społecznego, ale centralnie,
regionalnie i powiatowo odpowiedzialnymi za ich funkcjonowanie, mają
szanse i obowiązek zdać sprawę ze swej pracy przed obywatelami.
Pracowali przez 4 lata za ich pieniądze. Czemu więc milczą zamiast
stanąć przed kamerami i powiedzieć, przekonać, że ponownie powinni
kierować swoimi elementami całości. Powinni się cieszyć, ze główni
aktorzy zostawiają im miejsce. Tymczasem ONI milczą zadowoleni chyba, że
mają swoje miejsca na listach, które zapewniają reelekcję? Ja jeden z
milionów wyborców, na pewno nie zagłosuję na tych, którzy mimo
indagacji, pytań i argumentów, będąc w Sejmie odpowiedzialnymi za tę
sferę życia społecznego, nigdy nie odpowiedzieli jak sobie wyobrażają
dalszą swoją pracę, nad bardziej niż dotąd dostępnym systemem szeroko
pojętej kultury fizycznej. Ograniczenia nie mogą być niwelowane
wyłącznie przez PREMIERA. Gdzie są za duże pieniądze pracujący ludzie z
polskich związków sportowych, gdzie zawodowo odpowiedzialni urzędnicy
wszystkich szczebli administracji i samorządów , także ci z list
wyborczych? Gdzie tysiące nauczycieli w.f., którzy poza obowiązkiem
prowadzenia zajęć nic nie robią, aby ich uczniowie czas wolny
przeznaczali na sport powszechny i rekreację fizyczną? Ci nauczyciele
mówią: nam za to nie płacą. I to jest właśnie luka w systemie. Powinni
temu zaradzić w przyszłości, wybierani dziś kandydaci. Ich wśród
wyborców nie ma, nie mogę zapytać co zrobili i co zamierzają uczynić,
aby tę przykładową lukę zniwelować. Po co mam więc iść na wybory? Mam
być, ja wyborca aktywny, a oni, ci wybierani, bierni, pewni swego,
prawie aroganccy bo nie zdający relacji ze swej pracy zawodowej mimo
wolnego miejsca w mediach? Dlaczego system kultury fizycznej, w bliskich
nam państwach UE, jest bardziej przyjazny i dostępny ludziom? Dlaczego
tych systemów się nie naśladuje, a indywidualne inspiracje są olewane.
Nie chodzi oczywiście o osobiste satysfakcje, ale o odpowiedź publiczną
na pytanie co dalej z systemem bo na efekty przyjdzie czekać nie jedną, a
więcej kadencji. Kiedyś więc ktoś musi zacząć, aby następca mógł
powiedzieć: właśnie o połowę spadła nam liczba dzieci z krzywymi
kręgosłupami. Kandydaci: co WY na to? Bo nie pójdę głosować!!!
Marek Szczepkowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz